RAWICZ.8log.pl | Strona: 2.html

Temat: Czy czujecie już święta?
Jak u Was z atmosferą Świąt Wielkanocnych?
u mnie za oknem własnie zrobiło się biało ale powoli myślę coraz więcej o świętach. czas wypędzic tę zimę...

dziś dostałam Wielkanocnego kurczaka, i on mnie tak jakos podbudował
potem stworzyłam swojego i chcę go Wam przedstawić

http://wielkanocnykurczak.pl/twojkurcza ... rc01=00a76

dla mnie fajny pomysł na wielkanocne życzenia zamiast zwykłej e-kartki
Źródło: obcasy.pl/forum/viewtopic.php?t=9340



Temat: Czy czujecie już święta?
Dla mnie Wielkanoc to początek sezonu rowerowego. Już się nie mogę doczekać, aż będzie cieplej. To, co mamy teraz za oknami jest przerażające. Dziś na przykład już gotowa na wycieczkę była, a tu deszcz mi zaczął padać. Ostatnio z tego, co pamiętam ciepło zaczynało się robić w okolicach Świąt. Mam nadzieję, że i teraz tak będzie. Gdzieś przecież trzeba będzie spalić te wszystkie zjedzone świąteczne potrawy.
A najlepsza zabawa i tak będzie przed samymi Świętami, trzeba będzie powysyłać życzenia. Chyba w tym roku przekonam się do kartek elektronicznych. Może i powysyłam kurczaki, których część forumowiczów używa:)
Źródło: obcasy.pl/forum/viewtopic.php?t=9340


Temat: Kiermasz wielkanocny
" />3 kwietnia, po raz trzeci, w Szkole Podstawowej nr 4 odbył się świąteczny kiermasz. Inicjatorami pomysłu byli rodzice uczniów szkoły, którzy wspólnie z nauczycielami i dziećmi przygotowali bogatą ofertę. Mieszkańcy Świętochłowic mogli między innymi kupić pisanki, stroiki, kartki, baranki, kurczaczki oraz domowe ciasta.
– Chcieliśmy podziękować odwiedzającym, którzy dokonując zakupów przyczynili się do pozyskania dodatkowych funduszy na rzecz szkoły – mówi Beata Tomaszewska, nauczycielka w SP.
raf
Źródło: swiony.info/f/viewtopic.php?t=646


Temat: Hyde Park 2006
Renato, widze przegladasz moje posty. Milo mi.
Niestety link, podany wyzej przez Ciebie, u mnie nie zadzialal.
Zamieszczam inny, bo rzeczywiscie nadchodzi pora kartek swiatecznych.
Polecam karteczki z kurczakami (czyt. kaczuszkami)

http://www.100lat.pl/kartki/wielkanocne/

Pozdrawiam cale towarzystwo na HP (kibicuje i sekunduje Wam od dawna ale sie do tej pory nie smialam odzywac)
Źródło: wkrystynajanda.net/forum/viewtopic.php?t=74341


Temat: IOS-owscy blisko życia
" />Zgodnie z sugestią Abi zakładam nowy temat!

Mam nadzieje, że w tym temacie znajdą się utwory /wiersze, proza, obrazy/ które będą swoistą kroniką wszystkiego co nas bawi, denerwuje i ciekawi. Wierzę, że jak w innych tematach nie zabraknie ostrej krytki Agóś, wyważonej opini Abi, miłych i dodających otuchy komentarzy Marii, czy bezpośredniej /choć czasem kolącej/ oceny Bipcesa. Wszystkich innych oczywiści też.

Na pierwszy ogień rzucam swój kawałek prozy. Napisałam go kilka lat temu, uważam jednak, że tematyka jest jak najbardziej aktualna.


" SPADAJ KSIĄŻĘ"



Opowiadałam ci Lilu o Księciu?
Nie? A wydawało mi się, że już wszystkim...no dobrze, mam sklerozę, nie musisz mi przypominać.

Kiedy to było...chyba w końcu marca. Kałuże, zlodowaciały śnieg. Silny lecz ciepły wiatr szarpał kapturami wiosennych kurtek i okręcał jak pijany tancerz co słabszymi przechodniami. Chodniki pełne borówkowych liści i sztucznych kwiatów. Baranki, zajączki i kurczaki karnym szeregiem szturmowały dziecinne oczy i dorosłe portfele. Tyle tego leży po kątach, Agusia ciągle naciąga mnie na nowe. Nie lubisz Świąt Wielkanocnych? Tylko tak gadasz, wszyscy lybią święta.
Jak zwykle w Wielki Piątek, zwolniłam się godzinę z pracy, aby dostać świeży makowiec w tej małej cukierni przy Empiku /jest naprawdę pyszny/ Potem jeszcze ostatnia rundka przy Wielkim Płocie. Ta budowa Carrefoura chyba nigdy się nie skończy. W budce na rogu płaciłam za rodzynki, aż tu nagle jak diabeł z pudełka wyskoczył mały Rumun i wrzasnął -pani da na bułkę. Dałam złotówkę, żeby się odczepił. Ten mały drań skrzywił się jakbym mu pięść do oka wsadziła. A niech go diabli, ja też nie mam wiele!
No, jeszcze warzywniak i do autobusu. Pomarańcze, mandarynki, może świeży ogórek. Ostrożnie wdrapałam się na wysoki, drewniany podest przy warzywniaku. Z kartką w ręku spokojnie czekałam na swoją kolej. Zdążyłam powiedzieć - kilo pomarańczy- gdy miła, młoda sprzedawczyni pochyliła się do mnie i konspiracyjnum szeptem oznajmiła
-niech pani uważa, chodzi tu trzech takich, wyrywają portfele i torebki kobietom.
Podziękowałam za troskę /pewna, że takie kłopoty zdarzają się innym, nie mnie/
Uważnie patrzyłam, co też pakuje mi do szarych toreb, usiłując jednocześnie zmieścić wszystko do największej torby. Zapłaciłam i troskliwie włożyłam portfel na dno skóropodobnej torebki. Nagle, tak jakos pociemniało i wielka męska dłoń wylądowała na mojej małej łapinie.
Zdrętwiałam! Wokół mnie stało trzech wielkich drabów. W panice przycisnęłam torbę do brzucha, a tamten wrzasnął
-dawaj portfel
Młoda sprzedawczyni bohatersko próbowała bronić klientki.
-panowie odejdźcie... nie ruszcie jej.
Umilkła przestraszona własną śmiałością.
Lodowaty gniew na własną bezsilność zmącił mi rozum, Warknęłam
-weź tę łapę bydlaku
Zdumiony zuchwałością starego, pyzatego krasnoludka wydął pogardliwie grube wargi i uświadomił mnie
-do mnie się mówi Książę...
Krew uderzyła mi do głupiego łba, a geny Wikingów /po tatusiu/ i drobnej, ale bitnej mazowieckiej szlachty /po mamusi/ kazały mi bronić tego prawie pustego portfela jak Świętej Częstochowy. Zmróżyłam oczy i zbielałym wargami wrzasnęłam
-to ...spadaj Książe, ale już...
Odwaga opuściła mnie równie szybko jak przyszła i w panice zamknęłam oczy, czekając na cios który zmiecie mnie do wielkiej kałuży przy drewnianym podeście.
Ośmielona ciszą zerknęłam spod kaptura. Lobuzy zniknęły. Sprzedawczyni stała z otwartą buzią.
-poszli sobie... wyjąkała.

Na sztywnych nogach doszłam do autobusu. Do dziś nie wiem czego się wystraszyli, no chyba nie mnie? A może? Coś w tym jest.

Gdybyśmy tak częściej się wściekali. No nie, żartuję.Jestem wprawdzie wojującym demokratą i żaden palant nie będzie rządził moją torebką...ale wtedy chyba przesadziłam!
Dobrze, obiecują, nie będę już taka szalona. Przecież nie ma już tamtych bud. Dokończyli Carrefour i Książe poszedł straszyć na inną budowę...


Historia jest autentyczna i jak się domyślacie, ten krasnal to JA
Pozdrawiam
Źródło: ios-art.org/phpBB3/viewtopic.php?t=2264


Temat: Zbiór informacji i ciekawostek o Japoni , mandze i anime
Shinnen omedeto !!! ( Wesołych świąt )
Wesołego jajka i mokrego dingusa !
Dzisiaj opiszę co nieco o chrześcijańskich świętach w Japonii oraz innych komercjalnych "świąt"
( głownie o bożym narodzeniu , ponieważ Wielkanoc w kraju kwitnącej wiśni nawet nie istnieje ) ,
miłego czytania

Święta czas zacząć !

Już w połowie listopada rozpoczyna się celebrowanie Bożego Narodzenia w Japonii. Wciągu kilku tygodni większość hotelów, restauracji, lotnisk, sklepów,czy stacji kolejowych zostanie uroczyście przystrojone lampkami,sosnowymi wieńcami, czy imitującymi wygląd Świętego Mikołaja figurami wraz z towarzyszącymi mu reniferami oraz chórkiem dmących w trąby aniołków. To wydaje się być zaskakujące, ale Japończycy obchodzą chrześcijańskie święto powszechnie i z entuzjazmem. Z racji wyznawanej w Kraju Kwitnącej Wiśni religii nietrudno się jednak domyśleć, że tylko dla znikomego procentu Chrześcijan (0,7 % populacji) jest to święto religijne.

Japończycy i Boże Narodzenie

Japonia jest krajem całkowicie odciętym od korzeni tradycji Bożego Narodzenia względami historycznymi i kulturowymi. Stany Zjednoczone i Europa z wiadomych względów obchodzą to święto, ale popularność tego szczególnego okresu w roku jest w przypadku kraju samurajów dość zaskakująca. Odpowiedź na tę kwestię jest jednak stosunkowo prosta: komercjalizacja i względy czysto handlowe. O ile ten aspekt świąt jest u nas maskowany względami religijnymi, w Japonii jest widoczny jak na dłoni, tuż obok Walentynek i Halloween. Wielkie kupowanie i szał obniżek w sklepach. W Japonii wyznaje się Shintoizm i Buddyzm, więc sytuacja, kiedy cały kraj nagle zaczyna dekorować się w związku z gwiazdką faktycznie daje sporo domyślenia.


Cicha noc po Japońsku

Czas wybrać się po prezenty

W sklepach oglądamy napisy “Merry Christmas”, na ulicach jak grzyby po deszczu wyrastają rzędy przyozdobionych lampkami choinek, a tuż obok nich stoją kwestujący Mikołaje. Nie chcę wyjść na gajdzina-hipokrytę, bo ten sam proceder co roku rozgrywa się również u nas w Polsce, ale jednak trudno mi zaakceptować widok Rudolfa (renifera o czerwonym nosie), stojącego przy jednym z większych sklepów w dzielnicy Roppongi w Tokyo. Możemy również posłuchać znanych kolęd, które w tym okresie rozbrzmiewają z głośników w centrach handlowych. Niektórzy co bardziej nowocześni nawet wprowadzają do swoich domów choinki ze świecącymi lampkami.

Przejmujący chłód,śniegowe zaspy, ciemne niebo, przejmujący chłód i mróz w północnej części kraju - tak wygląda typowa zima w Japonii. Ma na to również wpływ bliskość Morza Japońskiego, gdzie często się odnotowuje jedne z bardziej obfitych opadów śniegu na świecie. Jest to również kraj, gdzie nadal w wielu domach na wsiach zdarzają się domu bez okien na parterze,co zbliżało do siebie członków rodziny. Osoby te zbierają się razem wokół kotatsu (wpuszczony w podłogę niski stolik przykryty kocem,służący do ogrzewania) i wspólnie oglądają telewizję, czy rozmawiają.Teraz tradycyjny do niedawna zwyczaj mieszkania wielopokoleniowych rodzin pod jednym dachem stopniowo zanika. Dorośli są też zbyt zajęci na spędzanie czasu ze swoimi dziećmi. Dlatego te zimowe wieczory stały się idealnym polem dla wprowadzenia zachodniego zwyczaju świętowania narodzin Jezusa Chrystusa.



Wolne od pracy ? Przecież my nie obchodzimy żadnego święta ?!

Nieznajomość religijnego znaczenia zupełnie tutaj nie przeszkadza, bo Japończycy z charakterystyczną dla siebie manierą przerobili wszystko na swój indywidualny sposób, skupiając się na samej atmosferze święta. Jak wiadomo bóstwa buddyjsko-shintoistyczne wyraźnie nie mają nic przeciwko temu, by obok nich pojawił się Św. Mikołaj, Jezus, Matka Boska oraz aniołki (ich wizerunki zdobią popularne w Japonii kartki świąteczne).Bożego Narodzenia nie obchodzi się tam jak u nas - rodzinnie, przy jednym stole, razem z najbliższymi osobami. Jest to taka sama okazja,jak wspomniane wcześniej Walentynki. Rodzice wracają do domu z pracy (w Japonii nie jest to dzień wolny od pracy) i robiąc codzienne zakupy dorzucają do koszyka “kurismasu keeki” (christmas cake) - bardzo słodkie, tortowe ciasto z tonami kremu i grubą warstwą czekolady oraz drobne prezenty dla dzieci (prawdziwy hit sklepowy, bo jest popularne,a nie ma zwyczaju wypiekania go samodzielnie w domu).



Tradycyjny wieczór w gronie rodzinnym podczas świąt Bożego Narodzenia w Japonii. Zaraz ‌ jakich świąt ?!

Wieczorem wspólnie je spożywają, racząc się do tego innymi specjałami (kurczak), wręczają upominki i to w sumie zamyka całą sprawę. Świętują najczęściej ludzie młodzi, którzy napędzają też komercyjną machinę kupując prezenty i dekorację. Dość często tego szczególnego wieczoru spotykają się w restauracjach, gdyż święto to przeistoczyło się po części w kolejne święto zakochanych. Popołudnie i sama noc wigilijna należą dla zakochanych par i to świetna okazja, by zrobić dobre wrażenie na swoich ukochanych. Kosztowne prezenty, markowe ubrania, biżuteria i wystawna kolacja w restauracji zdecydowanie zwiększają szansę na kwitnący związek! Okazja ta jest też świetnym momentem, by poprosić swoją ukochaną o rękę, czy też wyznać swoje uczucia. Nic więc dziwnego, że w tym czasie popularne restauracje pękają w szwach i zdobycie stolika bez rezerwacji praktycznie graniczy z cudem.


Źródło: forum.konnichiwa.pl/viewtopic.php?t=1826


Temat: Weekendowe felietony
Pod rąd
Najemnikom kibicować nie będę

Polskie koszykarskie drużyny to zlepek zawodników (oczywiście najlepiej czarnoskórych, zza oceanu), którzy rzyjadą, rzucą arę unktów i już ich nie ma. Przenoszą się tam, gdzie lepiej łacą – bo to rzecież zawodowcy. Przez to nasze drużyny co sezon występują w innych składach. Ktoś, kto był filarem gry AZS-u, chwilę otem zdobywa unkty dla rzeciwnika koszalińskiej drużyny. I nikogo to nie dziwi. A mnie denerwuje. Powiedzcie, jak kibic ma się identyfikować z zespołem, którego skład zmienia się co sezon, ba, nawet co ół sezonu? Ja nie otrafię, dla mnie drużyna to nie tylko nazwa i stadion czy hala, to rzede wszystkim zawodnicy związani z klubem, wypruwający dla niego żyły. A takich w olskiej koszykówce nie widzę.
Dlatego wcale się nie zdziwiłem, gdy w tym tygodniu z kołobrzeskiej Kotwicy wyjechało trzech Amerykanów. Tuż rzed, kto wie czy nie najważniejszymi, meczami z Czarnymi. Wzięli o rostu swoje klamoty i tyle ich w Kołobrzegu widziano. Nawet  bye, bye nie owiedzieli. Bo co ich obchodzi jakaś Kotwica? A jak się czują kołobrzescy kibice? Wolę nie myśleć. Inna sprawa, że kołobrzeski klub zalegał zawodnikom z wypłatą. W końcu coś zapłacił, ale nie tyle, ile koszykarze mieli obiecane. Więc się chłopaki zdenerwowały. Najemnik już tak ma. Liczy się kasa, nie ma sentymentów.   
Wielu mądrych od kilku już lat zastanawia się dlaczego w Polsce spada opularność koszykówki. Być może i z tego owodu, dla którego i ja nie chodzę na te mecze. Bo najemnikom kibicować nie lubię!
Stanisław Kiełb


Z ółobrotu
Na żółtym świetle

Nieraz zdarzyło mi się z Bałtyckiego Teatru Dramatycznego (BTD) o spektaklu wyjść z mieszanymi uczuciami, w rozczarowaniu lub zdziwieniu. Z ostatniej remiery ‟Jak wam się odoba" o raz ierwszy wyszłam o rostu wściekła. Nawet nie na słaby spektakl, ale rzede wszystkim z owodu dojmującego rzekonania, że BTD wciąż tkwi na żółtym świetle.
Staram się nie opuszczać remier naszej jedynej (nie licząc Teatru Propozycji Dialog) sceny, dzięki czemu znam nie tylko jej repertuar, ale w ewnym ciągu obserwuję olitykę, rozwój i ambicje. A właściwie ich brak. Kolejni dyrektorzy wraz ze swoim ojawieniem się anonsują rozmaite renowacje, ulepszenia i omysły. Po czasie nic z tego jednak nie wynika, oprócz nowych witryn internetowych. BTD stało się za to sceną eksperymentalną, na której goszczą spektakle co najmniej rzypadkowe.
Pytam, chyba w różnię: w jakim kierunku BTD zmierza? Czy naprawdę średnio trzy razy w sezonie musi się tu ojawić uwspółcześniona wersja klasyki dramatu, mimo iż od kilku lat żadna się nie udała? Czy dobre recenzje oraz rzychylność ubliczności wobec repertuaru stricte współczesnego (‟Exportowcy), monodramu (‟...syn") i form muzycznych (‟Cafe Sax") nie daje kierownictwu BTD nic do myślenia?
To niezwykle rzykre, ale z ostatniej remiery wyszła 1/4 ubliczności. Nie jestem zwolenniczką zachowań ostentacyjnych, ale może to wskazówka.
Widz naprawdę nie jest głupi.
Anna Makochonik


Nasz Disneyland
Pociąg do świąt i Brukseli

Ponoć kicz to oznaka szczęścia, którego brakuje życiowym smutasom, dlatego uwielbiamy te wszystkie zajączki i kurczaczki na towarach i gadżetach świątecznych. Wiosna czyni, że raduje się , umysł ogodnieje i ulega nawet zalewowi tandety, a wszyscy wszystkim ślą życzenia. Pewnie znów znad Wisły otrzymam oryginalne ozdrowienia: ‟Happy the easter holidays!”. Wielkanoc to już dla niektórych żadne święta, a dzień wolny od racy.
Kartek, niekoniecznie świątecznych, będziemy w skrojonych na europejską miarę skrzynkach ocztowych mieć dużo, bo ruszyła kampania do europarlamentu. Ogłaszane listy artyjne bywają jak ospolite ruszenie, co niekoniecznie zachęca do ójścia w czerwcu do urn. Zastanawia, czy retoryka krytyki zdominuje kampanię wyborczą, czy rozkwitnie oświąteczne ięknoduchostwo.
Kampania bez obietnic, to wielka sztuka. W Internecie krąży film, jak niedoszły rezydent Białegostoku Krzysztof Kononowicz anonsuje swój udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Prostodusznie rzekonuje z ekranu: ‟Chcę, żeby ieniążki z Unii Europejskiej wpływały do Białegostoku, do Warszawy i do całej Polski. Bo Polska musi być bogata, uczciwa i bardziej rzetelna. Jako oseł Unii Europejskiej zrobię ład i orządek, bo teraz to nie wiadomo, co się dzieje. Głosujcie na mnie, młodzi i starzy, bo ja nie owijam w bawełnę jak inni”. Brednie? Brednie, ale rzynajmniej oryginalne. Alleluja!
Wiesław Miller


Zdanie odrębne
Jakby złodziej

Hipokryci namiętnie tworzą kodeksy etyki i zasad moralnych. W ten sposób łatwiej określić i wyodrębnić zbiór zakazów. Język ubliczny XXI wieku zawiera dialekt hipokrytów, którzy w obawie rzed szczerością budują obejścia dla najprostszych ojęć. Kryje się za tym ozorna dbałość o rawa jednostki i równouprawnienie, a w rzeczywistości odszyte interesownymi umizgami zakłamanie.
Korekty wynikające z wrażliwości człowieka mają rzynajmniej uzasadnienie. Głuchych zastąpili niesłyszący, Cyganie to Romowie, a kaleka najpierw stał się inwalidą, a óźniej osobą niepełnosprawną. Gorzej, gdy kradzież i kłamstwo są dysfunkcjami, ospolity idiota – mądrym inaczej, a złodziej – wtórnym redystrybutorem PKB. Słownik uchnie od okrętnie konstruowanych neologizmów, ale język komunikacji społecznej nie staje się rzez to rozsądniejszy.
Czy stajemy się tylko niekonkretni? Wskazywałaby na to opularność zmiękczaczy twardych określeń w rodzaju: jakby, rawie, czy raczej. Z drugiej strony, współczesna informacja bazuje na rostocie rzekazu, więc w sensie raktycznym wszystkie te woalki są dekoracjami z apieru. Czy uciekamy od sporów w dwu- i wieloznaczność, żeby w rozmyciu znaczenia ojęć najprostszych znaleźć ukojenie dla kompleksów indywidualnych i społecznych? Niewykluczone.
Winowajcę rewolucji semantycznej znajduję jednak za biurkiem. Urzędnik otrzebuje wciąż nowych wyrażeń do ujarzmienia rozpasania biurokratycznego. Unijni eksperci od zabijania cech charakterystycznych i normowania wszystkiego, co zagraża wpływowym markom mają teraz nowy omysł. Wszyscy ze wszystkimi w całej Europie rzejdą na ty. W ten sposób niepostrzeżenie spełnia się antyutopia George’a Orwella.
Piotr Pawłowski
Źródło: koszal.in/forum/viewtopic.php?t=9983