RAWICZ.8log.pl | Strona: 2.html

Temat: [12-03-2010] Nowe ubranko Żubrówki
Rezultatem ich pracy w nowej roli projektantów są dwie eleganckie kreacje karnawałowe: kobieca i męska. Limitowana edycja Żubrówki w „Żubranku” dla Niej i dla Niego już wkrótce trafi na rynek.

Żubrówka każdej zimy zaskakuje swoich konsumentów. Teraz, ta jedna z najbardziej znanych za granicą polskich marek, zaprosiła do współpracy najmodniejszą parę polskiego show biznesu - Karolinę Malinowską i Oliviera Janiaka. Znany prezenter i modelka są projektantami kolekcji „Żubranek” na karnawał 2010. Ubrali Żubrówkę w dwie imprezowe kreacje: dla Niej i dla Niego, realizując jednocześnie swoje marzenia o stworzeniu autorskiej kolekcji ubrań.

Olivier Janiak stworzył tegoroczne „Żubranko” dla Niego. Jego projekt jest odbiciem najnowszych trendów w modzie męskiej. – Postawiłem na skórę i suwaki jako jedne z bardziej wyrazistych elementów w modowych tendencjach na karnawał 2010 – opowiada o swoim projekcie Olivier Janiak. Materiał, z którego uszyta została męska wersja „Żubranka” ściśle nawiązuje do przyrody i natury, elementów mocno związanych z Żubrówką.

Karnawałowe „Żubranko” w wersji dla kobiet jest kwintesencją kobiety glamour. Projektując je, Karolina Malinowska, wykorzystała doświadczenie, jakie zdobyła jako modelka pracując z międzynarodowymi kreatorami mody. – Chciałam, aby „Żubranko” dla Niej podkreślało kobiece wdzięki i było pociągające. Zdecydowałam się wykorzystać błyszczące kamienie i kuszące przezroczystości. W swojej koncepcji chciałam oddać także międzynarodowe uznanie Żubrówki – dodaje Karolina Malinowska.



Ta wyjątkowa Żubrówka będzie wkrótce dostępna w butiku YourLuxury.
Ponieważ jest to edycja limitowana przyjmujemy rezerwację na mail: biuro@yourluxury.pl
Źródło: forum.yourluxury.pl/viewtopic.php?t=220



Temat: Karolina Malinowska



Karolina Malinowska i Olivier Janiak Małżeństwo leczy ich z egoizmu. Chcą się dla siebie zmieniać. Ona przy nim stała się bardziej otwarta, on zaczął żyć spokojniej.

Karolina

Poznaliśmy się prawie sześć lat temu. To było na pokazie Arkadiusa, który odbywał się w Łazienkach w noc świętojańską. Olivier podszedł, przedstawił się i poprosił mnie o wywiad. Jego nazwisko nic mi nie mówiło, nie znałam jego programu. Miałam osiemnaście lat, od czterech pracowałam za granicą i właściwie nie oglądałam polskiej telewizji. Odpowiedziałam na kilka pytań, potem każde z nas poszło w swoją stronę.
Przez następne półtora roku widywaliśmy się na imprezach, rozmawialiśmy, ale między nami nic się nie działo. Aż do dnia, gdy wysłałam SMS do koleżanki i przez pomyłkę nacisnęłam „Olivier” zamiast „Ola”. Odpisał, zadzwonił. Przez dwa miesiące kontaktowaliśmy się tylko przez telefon. W końcu się spotkaliśmy. I nagle wielkie „bum” w głowę i w serce. Zakochałam się totalnie. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę. Kiedyś pojechaliśmy na wycieczkę na Mazury, siedzieliśmy przytuleni, gadaliśmy i on zapytał: „Czy zostaniesz moją żoną?”, a ja bez wahania powiedziałam: „Tak”. Oboje czuliśmy, że znaleźliśmy tę właściwą osobę i nie chcieliśmy zwlekać. Przyznaję, że decyzja o ślubie była odważna, ale dziś wiem, że słuszna.
Ślub kościelny wzięliśmy we wrześniu 2003 roku w najstarszym kościele romańskim w Tumie pod Łęczycą. Tutaj też przyjeżdżaliśmy na nauki przedmałżeńskie. Trafiliśmy do wspaniałego księdza, z którym prowadziliśmy długie rozmowy. Musieliśmy sobie odpowiedzieć na wiele pytań: „Dlaczego chcemy być razem?”, „Czy jesteśmy tego pewni?”. Nigdy nie byłam szczególnie religijna, ale wtedy zrozumiałam, jak głęboki sens ma przysięga małżeńska przed Bogiem. Ślub był przepiękny, chociaż uroczystość zmąciło pojawienie się paparazzich – jeden z naszych gości, niestety, doniósł prasie. Szkoda, bo w takim dniu bardzo zależało nam na prywatności.

OLIVIER

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, byłem początkującym prezenterem, a Karolina znaną top modelką. To był jej najgorętszy okres, chodziła na wybiegach u Diora, Prady, Chanel. Do Warszawy przyjechała tylko na jeden pokaz. Rozmawiałem z nią, gdy miała robiony makijaż. Zaskoczyła mnie. Wyglądała niewinnie jak dziecko, ale na sztampowe pytania odpowiadała mądrze i niebanalnie. Pomyślałem sobie: „Ciekawa dziewczyna”. Po raz drugi zobaczyłem ją rok później na jakiejś imprezie. Zmieniła się. Była zdecydowanie bardziej kobieca. Prowadziliśmy niezobowiązującą rozmowę, która tak nas pochłonęła, że nawet nie zauważyliśmy, iż prawie wszyscy już wyszli. Po miesiącu, może dwóch dostałem SMS, który Karolina podobno chciała wysłać do koleżanki, ale przez pomyłkę dotarł do mnie. Trochę trudno mi wierzyć, że ten SMS był przypadkowy... przecież kobiety mają swoje różne sztuczki. Uznałem, że Karolina daje mi sygnał. Odpisałem czy zadzwoniłem, nie pamiętam. Dostawałem od niej później wiadomości z Tokio, Mediolanu, Barcelony. To nie był flirt, raczej fascynacja jej życiem.
Karolina pochodzi z Łodzi, gdzie mieszka jej mama i młodszy brat. A ja w Łodzi mam ukochaną babcię, którą zawsze odwiedzam przed świętami. Pojechałem, jak co roku, wiedziałem, że Karolina jest już w domu. Pomyślałem, że złożę jej życzenia, przygotowałem jakiś drobiazg. Od tamtej pory wszystko działo się błyskawicznie. Pod koniec stycznia pojechaliśmy razem do Krakowa, we wrześniu mieliśmy ślub kościelny. Ale już wtedy byliśmy małżeństwem. Bo kilka miesięcy wcześniej wzięliśmy ślub cywilny. To był najbardziej zwariowany dzień w moim życiu. Jechaliśmy z Warszawy do urzędu stanu cywilnego w Łodzi pożyczonym samochodem, dotarliśmy prawie na ostatnią chwilę, jeszcze w dżinsach. Jakiś facet, woźny, chyba mnie rozpoznał i pytał, na czyj ślub przyszedłem. Gdy dowiedział się, że na własny, odstąpił Karolinie swoją małą kanciapę, żeby mogła się przebrać. Nasi rodzice dowiedzieli się kilka dni wcześniej i naprawdę nie chciałbym, żeby teściowa znów spojrzała na mnie takim wzrokiem. Dla wszystkich był to szok.

z pani.pl
Źródło: vogue.fora.pl/a/a,610.html